Powrót.

Słobosz Józef

Recenzje:


O twórczości Józefa Słobosza
Tales z Miletu, uznając wodę za początek wszystkiego, sprowokował filozoficzne poszukiwanie pierwszej zasady, z której powstała wszelka natura. I chociaż nie mniej wybitni myśliciele za arche uważali inne żywioły, to dla wielu woda wciąż ma największe znaczenie w sensie filozoficznym, religijnym, mistycznym... Nie wiem, czy Józef Słobosz zgadza się z poglądem Talesa, ale jego grafiki to z całą pewnością hołd oddany wodzie. Mieszkając przez kilka lat na Kubie i w Meksyku, w bliskości mórz, poznał wewnętrzne życie i naturę wody w takim stopniu, że stała się dla niego najważniejszą inspiracją artystyczną.
Można próbować wyobrażać sobie, jakie to przeżycie poruszać się w świecie falujących w jednym rytmie podwodnych traw, oglądać stworzenia przerażające i piękne. Refleksy z tych wyprawy możemy odnaleźć w cyklu "Morze". W tym stworzonym latami, różnorodnym zbiorze oglądamy m.in. fascynujące studium fali smaganej deszczem. Dalekie od dosłowności wyobrażenie ulotnego momentu przełamania fali osiągnął artysta dość prostymi środkami formalnymi - kontrastem czerni i bieli, różnymi rodzajami kresek-nacięć, tworzącymi żywiołowe, ekspresyjne widowisko.
Cykl ten zamieszkują również węże wypryskujące z gęstwy przegniłych roślinnych resztek lub owijające się wokół podwodnych pni; rafy, których abstrakcyjna forma nasuwa organiczne skojarzenia kołysane ruchem fal pola podwodnych traw - w jednej z takich prac z 1984 roku jest interesujący, dzięki delikatnej prostocie, a zarazem niezwykle silny plastycznie efekt drugiego planu, uzyskany rąbkiem bardzo drobnych nacięć tworzących wrażenie traw poruszanych innym prądem.
Nowsze prace w cyklu "Morze" (z 1996 roku) różnią się od wcześniejszych dążeniem do zróżnicowania odcieni czerni. Słobosz tworzy w technice linorytu, charakteryzującej się mocnymi kontrastami czerni i bieli, w której trudno uzyskać szarość. Artysta podkreśla to jeszcze, często wycinając tło, a tym samym zostawiając otwartą, białą przestrzeń. Uzyskanie tonów przejściowych wymaga żmudnego wycinania blisko siebie cieniutkich rowków, a efekt szarości powstaje w oku widza patrzącego na odbitą pracę z pewnej odległości.
Dzięki upodobaniu do ukośnych cięć grafiki Słobosza zamykają w sobie pewien ruch, mimo spokoju i zrównoważonej kompozycji. W niektórych pracach (III z cyklu "Morze" z 1996) rzeczywistość poddana została uproszczeniom prowadzącym do geometryzacji, a co za tym idzie - pewnej abstrakcji, ale większość w czytelny sposób zdradza inspiracje naturą. Tak jest w minicyklu "Zatoka", w którym każda praca podejmuje inny problem formalny podkreślony odmienną kompozycją. Jednym z nich jest oddanie zjawiska odbijania i załamywania światła w wodzie. Przetwarzanie tego efektu na język litografii jest tematem na tyle frapującym, że artysta poświęcił mu osobny cykl zatytułowany "Odbicia".
Jedną z piękniejszych, według mnie, prac jest "Zatoka III" z 1996 roku, a w niej delikatne, niemal czule wycięte połacie traw, biała, ograniczona ramką przestrzeń, nierówny, kilkuplanowy teren, ciemna, zamokła ziemia, plamy światła... chociaż środkami formalnymi są tu tylko kreski.
Natura jest dla Słobosza inspiracją najsilniejszą, ale nie stara się wiernie jej odtwarzać. Oglądając jego prace ma się wrażenie, że są jedynie pretekstem dla stworzenia formy plastycznej. W jego grafikach odnaleźć można spokój wodnego świata.

/Ewa Wojnowska, na przykład Nr 53/97, Dostęp on-line: http://www.mdk2.lublin.pl/tworcy/Jozef.Slobosz/wojnowska.html.po]


Gdy przyjąć uproszczony podział sztuki, motywowany psychiką artysty, na emocjonalną i intelektualną - to bez wątpienia grafiki Józefa Słobosza całkowicie mieszczą się w kręgu sztuki wyrażeń i emocjonalnych zmysłowych. Właśnie ze zmysłowego i uczuciowego przeżycia piękna natury powstają - i do takich samych uczuć u odbiorcy się odwołują. Są one znakomitym przykładem przeniesienia i graficznego utrwalenia prostych impresji i przeżyć, jakich każdy wrażliwy człowiek doznaje w kontakcie z przyrodą. Większość Jego prac, poprzez urok swojej powierzchni graficznej, poprzez intensywność wrażeń - przestrzeni, kryształowo przejrzystego powietrza, kontrastów światła i cienia - ukazuje siłę i trwałość emocjonalnego związku artysty z naturą i pięknem morskiej przyrody. Tajemnicą czystości brzmienia tej grafiki jest harmonia spontaniczności i instynktu, zespolona z architektoniką układów kompozycyjnych. Czytelne jest tutaj połączenie oszczędności środków i żywiołowości z plastycznymi subtelnościami warsztatowymi, dzięki którym monumentalna prostota formy - tak wzbogacona - nie traci nic ze swej lakoniczności i klarowności. Nie bez znaczenia dla sztuki graficznej Józefa Słobosza pozostaje jej strona techniczna. Klasyczny warsztat drzeworytniczy, pełny szacunku dla tradycyjnego rzemiosła jest wolny od ekstrawagancji, walorowych "zmiękczeń" czy imitacji innych technik graficznych. Przy tym nie został pozbawiony spontaniczności i wyrazistości każdego cięcia, ekspresyjnego ruchu ręki i dłuta.
/
dr Henryk Rietz/






do góry